29.10.2006

podsumowanie tygodnia

Tydzień upłynął mi pod znakiem zmagań z kadzidłami. No bo oczywistym jest, że kocham ten zapach, ale gdy przychodzi co do czego często czuję zawód, bo nic nie może dorównać zapachowi kościoła Świętego Mikołaja przy wejściu ojca Zioło z rubinową różą w dłoni... Chyba przyjdzie mi się z tym pogodzić. Niemniej oswajanie poszło dobrze, od kiedy wmówiłam sobie, że wyraźnie czuję lilie podoba mi się Passage d'Enfer, utwierdziłam się w przekonaniu o pięknie Messe de Minuit, próbowałam bez skutku wyczuć smużkę dymu w Dzongkha - i bez żalu dałam jej ulecieć. No i wybrałam ulubionego kadzidłowca - to zdecydowanie Zagorsk. Może dlatego, że czuję tam bardziej dym drzewny niż surowe kadzidło.

Zapach tygodnia
O palmę pierwszeństwa walczyły ze sobą w tym tygodniu L Lempicka i T42 l'A. Nie umiem wyłonić zwycięzcy, więc niech będzie po połowie - T42 idealne na wieczór i noc, rozgrzewa, budzi zmysły ale i spokojnie kołysze, jest takie przyjacielskie. L znakomicie sprawdza się w dzień, optymistyczne i pełne energii.
Zawód tygodnia
Dzongkha. Pisałam już o niej, może to niesprawiedliwy sąd, właściwie to na pewno, ale ma być subiektywnie. Kompletnie rozminął się z moimi oczekiwaniami, więc choc obiektywnie jest zupełnie niezwykły, skreślam.
Największe zaskoczenie
Stella in Two Peony. Pierwsza Stella, którą mogłabym nosić. Całkiem przyjemnie się nam spacerowało.
Testy
Sander Style - podobają mi się , mają pazura jak Amarige plus dużo trawiastej świeżości.
Musc Villoresi - troszkę szyprowy, dzięki czemu nie jest mdły
Patchouly Villoresi - niesamowicie kamforowa, higieniczna paczula, potem wychodzi piwniczne
tchnienie - fajna :) ale czy do noszenia?
Belle en Rykiel - ciekawy zapach, ciekawy flakon, ale test na tyle wstępny, że wiem tylko, że mi się podoba.
Rumeur Lanvin - zapach z papierka zapowiadał się interesująco, na mojej skórze - wielka porażka, płaskie cytrusowe mydło z szyprem. Wielka szkoda, bo flakonik odjechany i niesamowity, chciałabym takie cacko. I bardzo "alienowata" czcionka liter.


Najlepsza premiera
MontBlanc Femm
e- łagodniejsza i mniej przyprawowa forma Kenzo Jungle! bardzo fajna.

23.10.2006

L'Artisan Dzongkha

Dzongkha to trzeci po Un Bois Farine i Timbuktu zapach z serii "podróżniczej" l'Artisana, podobnie jak poprzedni stworzony przez perfumiarza-podróżnika Bertranda Duchaufoura. Perfumy inspirowane Butanem, małym królestwem zagubionym w Himalajach, a konkretnie wonią kamieni i kadzidła obecną w świątyniach zwanych Dzongami.

Nuty: piwonia, liczii, kardamon, herbata z mlekiem, wetiwer, kadzidło, indyjska trawa papirusowa, cedr, skóra, irys.

Jakkolwiek zapach jest niezwykle wielotwarzowy, jego głównym sztandarem jest zdecydowanie irys - obecny od samego początku do końca, mieniący się, jasny, zarazem przejmująco głęboki akord. Czasem dławiący, aż boli gardło, miejscami wręcz organiczny. Dzongkha otwiera się niezwykle gwałtownie, leci do góry, prosto w nozdrza, jak dymy kadzidła, które tu są raczej nośnikiem - głównie bijącego w nos kardamonu - a nie składnikiem. Z irysem przepleciony jest cedr, dający całości ostrawe miejscami, drzewne tchnienie. Nie umiem wyodrębnić woni liczii i piwonii w głowie, ale niewątpliwie całości towarzyszy jakiś akord roślinny, na mojej skórze najwyraźniej zdominowany przez irysa. Spod spodu dość wcześnie prześwitują akordy skóry, ale hen daleko, z głębi, jak miękka podkładka. Rzeczywiście w Dzonce czuję kamienie, ale nie zimne, jak w wielu kadzidlanych zapachach inspirowanych europejskimi świątyniami, ale nagrzane przez kontynentalne, azjatyckie słońce. W tym rozumieniu jest bardzo ziemista, kamienista, dosadna. Dla przeciwwagi chyba dołożono bardzo wyraźną nutę mleka, która łagodzi to nieco kanciaste wrażenie. Ktoś kiedyś porównywał Timbuktu do robaków w tłustej glebie i jeśli te perfumy są do siebie podobne (a podobno są) to zaczynam to rozumieć.
Całość widze jako gruby, ciemnobrązowy materiał ze śliską, chłodną podszewką, to wszechobecny, przenikający akord irysa tak schładza całość. Dzongkha to jasny zapach żywych, ciepłych kamieni, jakby zatopionych w wiecznej modlitwie, niemal słyszę cichutkie, ciągłe "ommmmmmm".
Skojarzenia? Mnogie. To ze starymi Guerlainami nie jest oczywiste, ale nie jest też przypadkowe, charakteryzuje je podobna głębia, jakby wyciszenie myśli. Z uwagi na mleczność widzę powinowactwo z Le Feu i London Bruberry. W ogóle Dzongkha jest bardzo bogata w znaczenia, co chwilę wychodzi z niej coś nowego. Podsumowując - nieziemski zapach, a może raczej "nietutejszy", należący do zupełnie innego świata. Nigdy nie wąchałam niczego podobnego, to pewne.
Przy okazji zapoznałam się z nową, siedmiograniastą butelką i opakowaniem. Nowy flakon ustępuje staremu urodą, jest cieższy, zwalistszy, jakby przekombinowany? No i ten śrubowy korek. Wszystko podoba mi się mniej, oprócz samej ciężkości korka - uwielbiam ciężkie korki.

Dzongkha została zakwalifikowana do kategorii uniseks. W Polsce dostępna w sieci perfumerii Quality.

19.10.2006

nielubiane?

Są takie nuty, których w perfumach nie znoszę - mniej lub bardziej. Myślałam ostatnio, które to, w jakiej kolejności się objawiały i właściwie - o co mi chodzi? Czemu tak właściwie ich nie toleruję?

Po pierwsze: róża. Może dlatego, że to królowa kwiatów, a za kwiatami, mówiąc eufemistycznie, nie przepadam? Ma należne jej pierwsze miejsce. Niemal zawsze brzmi kwaśno, zbyt pudrowo i sztucznie. I jest to ewidentnie sprawka mojej skóry, bo ten sam różany zapach wąchany z kogoś innego może być poematem delikatności - na mnie zawsze wyjdzie z niego brzydki zwierz. Absolutnym jak dotąd wyjątkiem jest Safran Troublant l'Artisan, w którym - być może za sprawą szafranu - róża nadaje się do przełknięcia, ba! jest całkiem smakowita.
Róży niewiele ustępują inne kwiaty. Weźmy na przykład pannę konwalię - znajduje moją akceptację w jedynie dwóch zapachach: Envy Gucci i wiosennym Annayake (w którym zresztą jako składnik nie występuje, ale wyraźnie ją tam wyczuwam). Nie są to jednak typowo konwaliowe perfumy, zawierają tylko drobny element tych kwiatków, uroczych skądinąd. No właśnie, jak to możliwe, że woń tak lubiana w naturze (każdej wiosny kupuję sobie bukiecik, i to niejeden), w perfumach tak zawodzi, jest tak potworna? Nieumiejętność odwzorowania perfekcji? Być może miejsce konwalii jest w ogrodzie, bo na mojej skórze błyskawicznie gasną, więdną, gniją.
Kolejnym koszmarkiem jest jaśmin. Chyba żaden inny składnik nie potrafi być tak namolny i trupi jak ta delikatna gwiazdka. Przeraża mnie w Alienie i pewnie stu innych kompozycjach. Knebluje, osacza, śni się w koszmarach. Jednocześnie zachwyca chłodnym tchnieniem w jednej jedynej formie: Pure Poison Dior.
Neroli to kolejny bohater tego odcinka. Dławiącą mocą dorównuje jaśminowi, jest niemożebnie mdły i oble słodki. Tu jednak mam spore powody by sądzić, że moja odraza spowodowana jest jego niską jakością w większości znanych mi perfum. A te spore powody nazywają się Fleur d'Oranger Serge Lutens i pachną wręcz niebiańsko. Jak to powiedział Sorbet:"Chodziłem z nosem po niebie i myślałem: Boże, co za piękny zapach". Dokładnie tak. Prawie czuję deszcz miękkich, otulających płatków sypiących się spod koron drzew, łagodnie kołysanych ciepłym wiatrem, całowanych złotymi promieniami słońca. Gdzie leży prawda? Czy to tylko mistrz oprawiania w ramy tak ładnie je potrafi upozować, czy może po prostu miał pod ręką wyjątkowo dobry ekstrakt?
Fiołki - zawsze mi się wydawało, że po prostu muszę kochać te kwiaty w perfumach. Zdobyłam wszystkie znajdujące się w zasięgu fiołkowe zapachy - i nie podszedł mi żaden. Bardzo bolesna to była porażka, zważywszy na mój silnie emocjonalny stosunek do tych maleństw. A one niewdzięcznie drapią mnie w gardle - i już. Zero wdzięku.
Irys. Jakkolwiek szlachetnie by się nie nazywał i jak bardzo bym sie nie starała - zastosowany w nadmiarze dusi pudrowością. A nadmiar niestety zaczyna się już przy bardzo niskich dawkach tej cennej rośliny. Na szczęście istnieją dawki akceptowale i mam nadzieję, że właśnie taką znajdę w Dzongkha.
Przyprawy też potrafią nieźle dać popalić. Za dużo kardamonu i pieprzu powoduje u mnie zgagę. Szczypty - ekstazę.
Chyba jedynym elementem perfumiarskim, którego nie lubię globalnie i w każdej ilości, jest szypr. Nie potrafię przypomnieć sobie szypru, który mogłabym nosić chociaż godzinę bez marszczenia nosa z niesmaku. Chyba że weźmiemy pod uwagę tak zwany modern chypre w osobie Narciso Rodriguez For Her, ale moim zdaniem to naginanie nazwy niczemu nie służy, Narciso jest piżmowy, szyprowy - wcale a wcale.

Konkluzja moich rozmyślań troszkę mnie zaskoczyła - okazuje się, że poza tym biednym szyprem nie ma niczego, co mogłoby całkowicie dyskwalifikować perfumy. No i poza nadmiarem. Może tu jest pies pogrzebany? Nawet ukochane kadzidło w zbyt dużej ilości molekuł na centymetr kwadratowy skóry potrafi śmierdzieć szmatą (casus Avignon), więc umiar w stosowaniu - także tych ryzykownych dla mnie - składowych jest podstawą udanej kompozycji i może stanowić o jej wyjątkowości. Odrobina brzydoty by podkreślić piękno? Czemu nie.

17.10.2006

Mechant Loup l'Artisan

No cóż, chciałabym, żeby tak pachniała moja niemyta lodówka, niestety rzeczywistość ma się do tego zapachu nijak, bo niemyta lodówka - powiedzmy to wprost - śmierdzi, a Zły wilk? Absolutnie nie. Nie czuję tu jednak też lasu (cedr, wetiwer? gdzie?), ten wilk raczej zakrada się do ludzkich siedzib, a może dobiera się do pełnego smakołyków koszyczka Czerwonego Kapturka? Czuję przypalone lekko orzechy, dużo pasiecznego miodu i odrobinę skudlonej, szarej sierści. Trochę dusi w gardle, to te kłaczki, od których kaszlał kot w butach. Podobnie pachnie też wyschnięta wiklina. Dodatkowo pojawia się coś jakby bardzo słodkie owoce, ale to pewnie lukrecja. Swoją droga ten składnik tak silnie jest w moim umyśle połączony z anyżem (Lolita Lempicka gnie się w ukłonach), że przydałoby mi się powąchać sama roślinę, żeby umieć ją wyodrębniać na czysto. Około 3 godziny Mechant Loup robi się nieznośnym zwierzakiem, z powodu monotonnie toczącej się, mszystej słodkości. Potem nagle rozpływa się w szarości i znika, czyli trwałość niespecjalna.

16.10.2006

Comme des Garcons Avignon

To ostatni zapach z serii kadzidlanej CdG, którego nie znałam. Dziś w końcu przyleciał, zrosiłam się nim obficie, by czuć całą soba pełne spektrum - i gagatek nieźle miesza. W pierwszej chwili przerażająco wysoki, wyższy niż sklepienie największej gotyckiej katedry - kubatura jest naprawdę ogromna, gdzieś musi pomieścić te kadzidlane dymy i przepych ornatów. Potem dołącza metaliczna nuta, może to rozgrzana kadzielnica? I coś tajemniczo słodkiego, niepokojącego, niemal mdłego, więdnące, polne kwiaty przed ołtarzem? Czuję, że z Avignon trzeba postępować ostrożnie, skóra okadzona w nadmiarze po pół godzinie wypuszcza diabła, czyli zapach stęchlizny, mokrego, nie powieszonego prania, kadzidła zawilgłego, mruszejącego w ciemności. To samo dzieje się u mnie z Messe de Minuit, tyle że do tego potrzeba Mszy więcej, Avignon wierzga już po większej kropli. I do końca te perfumy właśnie tak balansują, między uroczystym i bardzo esencjonalnym kadzidłem uwięzionym pod kamiennymi łukami domu bożego, a rzuconą w ciemny, zimny kościelny kąt brudną i wilgotną ścierą do podłogi. Szkoda, bo zapowiadały się wyjątkowo, słyszałam, że są "larger than life", miałam nadzieję, że jednak w zupełnie inny sposób, że to kadzidło mnie omami, przytłoczy, ale będzie czyste i nieziemskie, a ono jest takie ludzkie, takie brudne... A ja nie będę przecież cierpieć inkwizytorskich katuszy dla tych pierwszych natchnionych i uniesionych 20 minut. W dodatku tortury mokrą szmatą są przerażająco trwałe - całość siedziała na mnie ponad 12 godzin, dziś rano była też wyraźna na rękawach bluzki.
Pomyślałam jeszcze, że może to jakaś celowa alegoria wiary katolickiej? Początki były szlachetne i wzniosłe, a teraz kościół balansuje w zamknięciu schematów między dobrocią a podłością.

Nuty: rumianek, mech, kadzidło, wanilia, paczula, palisander, nasiona ambrette.

15.10.2006

jesień

Jak pachnie ta pora roku? W moim świecie nie ma jednej jesieni, nie ma więc też jednego zapachu, który by ją opisywał. Jesień ma kilka twarzy.

Ta pierwsza to moja ulubiona odsłona, czyli jesień złota. Zamglone słońce, żółtawe niebo, wysokie cirrusy, nietypowy dla nadmorskiej okolicy brak wiatru. Ziemia oddaje z siebie całe ciepło nagromadzone w ciągu lata, oddaje tak intensywnie, że na noc już jej nie starcza sił i rano jest całkiem zimno. Rosa na piasku, cienkie niteczki babiego lata na jeszcze opalonych rękach, nostalgia w sercu. A ten zapach to Dune.

Druga postać to jesień zgniła i szara. Nadal nie ma wiatru, mgła jest gęsta, i mimo zapewnień meteorologów nie ustępuje, nawet kiedy minie południe. Czasem siąpi deszcz. Wysokie ciśnienie nie pozwala swobodnie unosić sie dymom z palonych liści, pełzną więc przy wilgotnej ziemi jak smutne węże. "Liście z drzew spadają masłem na dół" - każdy lot jest smutny jak łza, ciężki jakby to leciał kamień, a delikatny trzask lądowania jest nieuchronny jak śmierć. Z tą wszechogarniającą szarością i smutkiem kojarzy mi się stara, czarna Mania Armaniego.

Trzecia emanacja to jesień śmiała i zdecydowana, że tak powiem jesień w pełnym uwiądzie - z siekącym, zimnym deszczem, huraganowym, przenikliwym wiatrem i rozpaczliwie krótkim dniem. Słońce jest już w strefie wspomnień, łyska od czasu do czasu perłowo-szarą kulą na krańcu świata, by po chwili utonąć w sinych odmętach chmur. Dymy gryzą w gardle, mieszając się z niemal mroźnym już powietrzem. Tak, jest ponuro i niebezpiecznie. Chłoń tę atmosferę, by pełniej cieszyć się życiem, kiedy słońce zawróci w stronę zwrotnika Raka. Stalowo-granatowy krążek NU świetnie ci w tym pomoże.

Ostatnia forma jesieni to właścwie przedzimie. Dymy niemal zniknęły, ognisko spopielało, zamiast płomienia widać jego węgliste, wilgotne już serce. Świat się wyczyścił, życie śpi, nie ma żaru. Niebo rankiem jest sterylnie niebieskie. Skute cienką warstewką lodu liście chrupią pod ciężkimi buciorami nadchodzącej ze wschodu zimy. Pod korą drzew, głęboko w łyku soki niemal stoją, struchlałe, odrętwiałe wizją ścinającego je miecza mrozu. W strasznej ciszy, jak dźwięk kryształowego sopla niesie się Cerruti Image.

Jest jeszcze piąta twarz jesieni. Ale tego zapachu - zapachu zmian, przełamywania lodów, wielkich nadziei, szalonych wypraw, graniczących z pewnością przeczuć, magii ukrytej pod kołderką codzienności, nagłej miłości - jeszcze nie udało mi się odnaleźć.

1.10.2006

propozycja dla CdG - Series 9: Space

Zainspirowana zapiskami Anousheh Ansari (http://spaceblog.xprize.org/2006/09/22/the-trip-up/) rozmyślałam, jak może pachnieć niebo, a ściśle mówiąc - szeroko pojęty kosmos. Wyszło mi coś w sam raz na serię dla Comme des Garcons :)

Geocentric (albo Inner Space) - natchnione średniowieczną, katolicką wizją świata jako globu zawieszonego w środku kryształowej sfery, w której umieszczone na niewidocznych obręczach krążą słońce i planety, a mroki nocy rozświetlają umieszczone na sklepieniu gwiazdy. Zapach wody (w końcu to sam środek epoki Ryb), do tego przestrzenne, jasne kadzidło, czysta ambra, a jako kontapunkt żelazisty zapach krwi spływającej po mieczach krzyżowców, kurz zarastającej trawą, imperialnej rzymskiej drogi, ździebełko organiki z miejskiego rynsztoka. Kusi mnie też nuta rozkładu, ropiejących ran, śmierci na syfilis (zwłaszcza wraz z towarzyszącymi jej zmianami w mózgu), ale to chyba by było zbyt odważne.
19th Century Heliocentric (albo Eter) - od kilku wieków już wiadomo, że nie jesteśmy pępkiem wszechświata, a odkrycia Maxwella implikują zdaniem wielu naukowców konieczność istnienia we wszechświecie ośrodka, w którym mogą przemieszczać się fale. Dziewiętnastowieczny kosmos pachnie więc eterem, tym dietylowym (mimo, że nie ma on nic wspólnego z postulowanym kosmicznym, z którego niewielki tu byłby pożytek, miał być bowiem zupełnie bezwonny) - a zatem narkotycznie, upajająco i odpężająco, niekoniecznie eterycznie. Dla przełamania dodałabym trochę nut rodem z maszyny parowej: węgiel, para (coś jak żelazko), spalenizna; i może jeszcze trochę zjonizowanego powietrza na część fal elektromagnetycznych?
Solar System - czyli mniej więcej to, co wiemy w tej chwili o naszym miejscu pobytu. Byłby to zapach bliski nagrzanemu słońcem, pustemu kamieniołomowi. Z dzieciństwa pamiętam poszukiwanie krzemieni i rozbijanie ich i innych kamieni. I ten zapach, ciepło, siarka, sól, ziemia. Dodatkowo trochę propanu-butanu, szypta benzyny, i może właśnie tu należałoby wrzucić te przypalone ciasteczka migdałowe? Chciałabym, aby na początku SolSys buchał gorącymi nutami, i stopniowo się wychładzał, aż do czystego wyobrażenia wodoru pod koniec... ale ta nuta kamieniołomu (niewątpliwie obecna w pasie asteroid i Kuipera) byłaby ciągle obecna.
Milky Way - ta nazwa mówi sama za siebie. Musiałby być od początku słodki, rozbuchany, pełen światła i ciepła, rozwichrzony na brzegach, z ultraciężkim jądrem i długim, mlecznym ogonem. Na jego peryferiach widzę delikatne akcenty paczuli, irysa i wodorostów. Wszak gdzies tam musi być jakieś życie...
Deep Space Nine - najgłębsza otchłań. Miliony lat świetlnych pustki, bliskość zera absolutnego, supernowe, czarne dziury, obce cywilizacje bez szans na spotkanie się. Tak pachnie teleportacja na USS Enterprise. Te perfumy mogliby stworzyć BORG dla kapitana Picarda. Zapach bogaty, chaotyczny, wciągający, kontrastowy, niezrozumiały, straszny. Czerń (kadzidło, węgiel drzewny, czarne kwiaty, pieprz), biel (cukier-puder, sól, pranie na wietrze) i przesunięcie ku czerwieni (papryka i czerwone wino). A na koniec, na przekór smutnej entropii marzy mi sie baza o zapachu małego dziecka :)

28.09.2006

Serge Lutens Chergui

Nuty: miód, piżmo, skóra, kadzidło, liście tytoniu, cukier trzcinowy, ambra, irys, róża, drzewo sandałowe.

Chergui znaczy wschodni. To nazwa wiatru znad pustyni, burzącego krew i myśli mieszkańcom Maghrebu trudną, letnią porą. Nazwa jak najbardziej zasłużona.
Słońce stoi w zenicie, a on dmie bezlitośnie, niosąc rokrocznie opowieści znad rozgrzanych krain. W swojej wędrówce nad piaskami mija także oazy życia, spijając z nich soki. Jego tchnienie zawiera więc wszystkie cztery pierwiastki. Chergui to żar naszej płomiennej gwiazdy. To dymy ognisk wzbijających się zimnymi nocami w otchłanne, nocne niebo. To usypiający, morderczy szmer odwiecznych piasków. To krople drogocennej wody wyssane z bohaterskich, wczepionych we wrogą ziemię, bezimiennych roślin.
Kiedy poznawałam Chergui, przestraszyła mnie jego początkowa, wilgotna, owocowa i kwiatowa przestrzeń, której się zupełnie nie spodziewałam. Po chwili zrozumiałam, że jest to tylko konieczne żniwo jego przelotu nad oazą. W ognistych podmuchach wilgotne owoce prędko zamieniają się w suszone, kandyzowane słodkości, a mięsiste płatki kwiatów kurczą się i osypują z delikatnym szelestem. Pozostaje suche powietrze nad wydmą (skojarzenie z Dune nie jest przypadkowe), szalone wycie między zmartwiałymi łodygami, które w poszukiwaniu wody zapuściły swe odnóża tak głęboko, że niewiele się już różnią od kamieni. W tym smutnym krajobrazie, gdzieś z cienia dobiega smakowity dym nargila. To alchemik, jak co roku snuje opowieść o powtarzalności pór roku, o przemijaniu życia, oswajaniu śmierci. Opowiada, że ten z pozoru nieprzyjazny świat kryje w sobie olbrzymie możliwości, bogactwo ludzkich historii, mnogość barw i dźwięków.
Niektórzy zarzucają Chergui, że jest za słodki, syropowaty. Brzmi to dla mnie jak bluźnierstwo. On nie mógłby być nie-słodki, zaprzeczyłby wtedy swemu wschodniemu pochodzeniu. Jest więc słodki, ale do ostatniego tchnienia zachowuje niezwykłą, przeszywającą trzewia nutę, świdrującą jak spojrzenie starego, mądrego człowieka, kontrapunkt dla łagodności. To patrzy Alchemik, znawca świata, nowe i nieoklepane oblicze Orientu.

Chergui jest częścią linii ekskluzywnej Les Salons du Palais Royal Shiseido, aczkolwiek był dostępny w wersji eksportowej jako seria limitowana na przełomie poprzedniego i tego roku.

28.08.2006

kolekcja - stan na koniec sierpnia

i znowu zaskoczenie, że nic nie ubyło, a raczej przybyło. jak to możliwe, przecież ciągle coś sprzedaję na allegro!

Alexander McQueen Kingdom 10
Bvlgari Eau Parfumee au The Blanc 40
Cacharel Anais Anais 30
Calvin Klein Escape 15
Calvin Klein Truth Lush 50
Carolina Herrera Carolina 50
Caron Aimez-moi 100
Carven Ma Griffe 30
Celine Oriental Summer 50
Cerruti Image 75
Chanel Allure Sensuelle 50
Christian Dior Addict 50
Christian Dior Addict eau Fraiche 100
Christian Dior Dune 50
Christian Dior Eau de Dolce Vita 100
Christian Dior Hypnotic Poison 50
Christian Dior Pure Poison 50
Christian Dior Tendre Poison 30
Costume National Scent 100
Costume National Scent Intense 100
Costume National Scent Sheer 100
Davidoff Goodlife 30
Dyptique Philosykos 50
Donna Karan Cashmere Mist 50
Elizabeth Arden 5th Avenue 15
Escada Collection 50
Escada Margaretha Ley 30
Escada Que Viva 30
Estee Lauder Youth Dew 28
Giorgio Armani Mania 100
Giorgio Armani Mania 100
Givenchy Eau Torride 100
Givenchy Organza 30
Givenchy Organza Indecence 100
Gucci Envy 30
Guerlain Anisia Bella 125
Guerlain L'Heure Bleue 50
Guerlain Mahora 75
Guerlain Pamplelune 75
Guerlain Shalimar 75
Guerlain Winter Delice 125
Helmut Lang EdP 50
Hermes 24, Faubourg 50
Hermes Caleche Eau Delicate 50
Issey Miyake Le Feu 75
Jil Sander Sensations 40
Kenzo Jungle Elephant 50
Kenzo Jungle Tigre 100
Kenzo Jungle Tigre 50
Kenzo Le Monde Est Beau 50
Kenzo L'eau par Kenzo 100
Kenzo L'eau par Kenzo męskie 30
Lanvin Oxygene 50
Mont Blanc Presence d'une Femme 10
Montana Just Me 30
Nina Ricci Belle de Minuit 50
Nina Ricci Cherry Fantasy 50
Oscar de la Renta Intrusion 25
Pascal Morabito Miss Morabito 50
Pollena Eva Eva 30
Prada Prada 30
Serge Lutens Ambre Sultan 50
Serge Lutens Chergui 50
Shiseido Feminite du Bois 50
Shiseido Zen 50
Shiseido Basala 50
Thierry Mugler Amen 100
Vanderbilt Gloria Vanderbilt 30
Victor&Rolf Flowerbomb 50
Victorias Secret Very Sexy for Him 50
Yohji Yamamoto Yohji Yamamoto 75
Yohji Yamamoto Yohji Homme 50
YSL Nu 50
YSL Opium Fleur de Shanghai 100

74 razem, pocieszam się, że aż 4 mojego męża... taa...

Podsumowałam pojemności - wychodzi na to, że trzymam po szafkach ponad 4 litry płynów w małych buteleczkach. to już niemal alkoholizm.

11.08.2006

Bigarade Concentree - Editions de Parfums Frederic Malle

Niezwykle orzeźwiajacy, musująco-cytrusowy, a przy tym bogaty, siłą grejpfruta przypomina mi Pamplelunę. Chociaż grejpfruta wcale nie ma - no oczywiście, to gorzka pomarańcza, bergamotka z połączeniu z cedrem! I to ten cedr jest niesamowity. Wali w nos z siłą boksera, jest nieprzejrzysty i cięzki! Charakterny, zadziorny, nie można go nazwać świeżakiem. Jest aż gęsty od tego cedru. A potem przyjemnie osiada na skórze, jak oswojony sokół, strosząc pióra pieprzem, po czym wygładzając je dziobem róży i siana. Coś powoduje, że jest smaczny i zawiesisty jak środek chleba.
Gęsty, nasycony cytrus - ewenement.

Idole de Lubin

Idole de Lubin - bardzo jednostajnie na mnie pachnie, właściwie czuję tylko rum, nie ma szafranu, ani skórki pomarańczy ani pieprzu... gdzieś giną te wszystkie składniki. Po godzinie niestety bez zmian - rum, rum, lody malaga. W sumie bardzo przyjemnie. ale w porównaniu z ostatnio poznanymi niszowcami wypada nieprzyzwoicie blado tą swoją jednowymiarowością. Po dwóch godzinach zapach wysechł i osiadł, jest bardzo dymny i drzewny, kruche słoje drewna, wytrawny i surowy. Pod koniec znów czuję rodzynki w rumie, bardzo długo - niestety przypomina mi też znany zapach kioskowy Whisky. Szkoda, bo wiele się spodziewałam po tej kompozycji, moim zdaniem jest bez polotu i zdecydowanie przereklamowana w niektórych snobistycznych kręgach.
Ale butla arcydzieło!

Zdjęcie pochodzi z serwisu www.luckyscent.com

30.06.2006

Premier Figuier L'Artisan

Premier Figuier L'Artisan.
Nuty-
głowa: liście figowe, kwiat janowca;
serce: mleczko migdałowe, figi, drzewo sandałowe;
baza: mleczko kokosowe, suszone owoce, pinia.

Super! cos kompletnie innego...
prące do góry uderzenie zieleni, takiej roztartej i parujacej w upale. jednoczesnie zapach jest miekki, jak umoszczony na legowisku z kokosowych białych poduszeczek perski kot. a nad tym wszystkim gęsta, zawiesista mgiełka nieco osłodzonej po bardzo swieżym otwarciu zieloności, parującej, jest tu wilgotność ziemi wyganiana ostrym słońcem, najbardziej wyczuwalna tuż przy skórze (zapach z szyi to głównie mleczko kokosowe i migdałowe). w tej mgiełce, którą odczuwam jako drugi poziom zapachu, jest coś bardzo jasnego i odświeżającego, jakby mięta? a może to jakiś sosnowy sok. jednocześnie czuję w niej grubość, gąbczastość skórki owocu, bardzo zmysłowe, aksamitne wrażenie.
zapach czarujący, hipnotyzujący, lekko senny i kompletnie do niczego nie podobny. niebywale trwały.
zdjęcie pochodzi z serwisu www.neimanmarcus.com

19.06.2006

Annick Goutal Eau du Fier

Nuty: chińska, czarna herbata (w typie Lapsang Souchong), gożdziki, wędzona kora brzozy, gorzka pomarańcza, osmantus, kwiat solny (?).

Eau de Fier... skojarzenie jest błyskawiczne i jednoznaczne - pachnie jak zaplecza domów rybaków w Sopocie. Smołowane łodzie, cieżkie, stalowe liny na których przejmująco gra wiatr, stare sieci rozwieszone między palikami jak prace zmęczonego pająka, kryte papą dachy niskich, zakopconych domków, zapadających się w mokry piasek wśród rozpaczliwych pisków mew. Przeżarte solą deski, no i przede wszystkim stół ze wszelkiej maści wędzonymi rybami - od różowych dzwonków łososia po stalowo-czarne brzuchy obłych węgorzy. Ktoś niewidoczny przeciął już cytrynę, jej sokiem będzie chciał ożywić białe mięso. Gorzki smak dymu na pograniczu języka i gardła, ulatująca słodycz napromieniowanej słońcem wydmy, na której już kolejny sezon nieśmiało próbuje urosnąć sosna, trochę dalej na brzegu martwy ptak współczująco lizany falami. Smutny, nostalgiczny zapach znoju, uciekającego w skłębione niebo ciepła, tęsknoty i rozpaczy.
Pod tym wszystkim, głęboko - ożywcza i gorąca czarna herbata, skarb zmęczonych ludzi. Taka iskra ukojenia na zakończenie dnia.
Zapachy kojarzące mi się z morzem wydają mi się jakoś przeklęte, wypełnione po brzegi nienajweselszym, w najlepszym razie nieznanym przeznaczeniem. To samo jest z Nevegarem, podobnie - choć nie aż tak szaro - z Dune.

17.06.2006

Iris Silver Mist Serge Lutens

Nuty: kłącze irysa , cedr, sandałowiec, kadzidło, biała ambra, piżmo, chińska żywica balsamiczna.

W otwarciu ziemisty, prawie że marchwiowy, korzonkowy w sensie czegoś rosnącego głęboko w glebie i ciemności - tyle już napisano o irysie i jego przedziwnym zapachu - ale tu jest absolutnie wyjątkowy, Hiris Hermesa wydaje się przy nim taki malutki...
Potem na pierwszy plan wybija się coraz kwaśniejsza marchew, z charakterystyczną dla niej nutą goryczy - stare warzywa korzeniowe mają w sobie dużo tej woni. Ktoś trafnie porównał tę woń do zapachu rzepy. Te dziwne nuty dość szybko się ulatniają, zapach wybrzmiewa bardzo spokojnie i łagodnie, nie czuję też piżma ani kadzidła, tylko delikatniutki, słodki powiew ambry. Kolejny do kolekcji: "móc wąchać ale broń boże nie pachnieć" :)

Cuir Mauresque Serge Lutens

Nuty: ambra, mirra, palony styrak, kadzidło, cynamon, drzewo aloesowe, cedr, cywet, gałka muszkatołowa, gożdziki (przyprawa), kminek, piżmo, skórka mandarynki, kwiat pomarańczy.

Od początku lekko mdławy i duszny, słodki ale nie cukierkowy orientalny zapach, z delikatną ale bardzo odświeżającą, prześwitującą spod spodu owocową nutą, która niestety szybko zanika. Potem jest już tylko myyyydło i trochę piżma, ale mydło przede wszystkim. To taki charakterystyczny zapach mdłej, może nawet przypalonej skóry, którego tak nie trawię, coś jakby kiepsko zaznaczone piżmo i heliotrop, duszne i mulące. Może to kwiat pomarańczy pomieszany z paloną żywicą? Skład wydaje się piękny, niestety zapach - przynajmniej z wosku - rozczarowuje. Wcale nie czuję cynamonu ani kadzidła, które mogłyby go ożywić.

31.05.2006

nowinki na prowincji

1. AA Goselina. gdybym nie nastawiła się na brak rewelacji to powiedziałabym, że porażka. porzeczek nie czuć prawie wcale, są takie rozmemłane. do tego róża, której nie trawię. paskudny, mdły zapach.
2. AA Tutti Kiwi - no, to trochę lepsze. bardzo kwaśne na początku, bardzo zielone później - kiwi i dużo cytrusów. jednakże bardzo też ulotne, i za mało tych małych, skrzypiących między zębami pesteczek, które mogłyby dodać całości miłego zadziora. ciekawe, mleczno-ostre wykończenie, trochę jak LB, ale mgiełka zaledwie.
3. V d'ete Valentino - nigdy chyba nie znajdę fiołka, który mi się spodoba (trussardi jeans jest najbliżej). tutaj ten piękny kwiatuszek połączono z jakimś cytrusem tak skutecznie, że wyszła z tego z lekka sfermentowana kupa. nie mogłam wprost uwierzyć. po godzinie ta hybryda znika, zapach jest dość nijaki... i trwałość skandaliczna, po dwóch godzinach nie ma już prawie nic poza bliżej nieokreśloną, kwiatową świeżością!
4. Summer Mania Armani. no to mamy hicior. w Douglasie ostał się tylko wypsikany do połowy tester, wszystkie 8 flakonów jakie mieli zeszło na pniu. zapach poprawny, przyjemny, i kompletnie nie zapadający w pamięć. rzeczywiście daje się zauważyć podobieństwo do woni kremu Nivea. przeźroczysty, lekki, nieinwazyjny, absolutnie nie polecam :D


zastanawiam się, co poza reklamą skłania panią x do wyboru właśnie na przykład manii a nie v d'ete. różnica jest taka jak między herbatą z krzaczka 1 a herbatą z krzaczka 2 rosnącego tuż obok.

29.05.2006

kolekcja - stan na koniec maja

Alexander McQueen Kingdom 10
Bvlgari Eau Parfumee au The Blanc 40
Bvlgari Eau Parfumee Extreme 30
Cacharel Anais Anais 30
Calvin Klein Escape 15
Calvin Klein Obsession 50
Carolina Herrera Carolina 50
Carven Ma Griffe 30
Celine Oriental Summer 50
Cerruti Image 75
Christian Dior Addict 50
Christian Dior Dune 50
Christian Dior Eau de Dolce Vita 100
Christian Dior Hypnotic Poison 50
Christian Dior J'adore 50
Christian Dior Tendre Poison 30
Costume National Scent 100
Costume National Scent Intense 100
Davidoff Goodlife 30
Donna Karan Cashmere Mist 50
Elizabeth Arden 5th Avenue 15
Ellen Tracy Ellen Tracy 50
Escada Margaretha Ley 30
Escada Que Viva 30
Estee Lauder Youth Dew 28
Giorgio Armani Mania 100
Giorgio Armani Mania 100
Givenchy Eau Torride 100
Givenchy Organza 30
Givenchy Organza Indecence 100
Gucci Eau de Parfum 30
Gucci Envy 30
Guerlain Anisia Bella 125
Guerlain L'Heure Bleue 50
Guerlain Mahora 75
Guerlain Pamplelune 75
Guerlain Shalimar 75
Guerlain Winter Delice 125
Helmut Lang EdP 50
Hermes 24, Faubourg 50
Hermes Caleche Eau Delicate 50
Issey Miyake Le Feu 75
Jesus del Pozo Helloween 50
Jil Sander Sensations 40
Kenzo Jungle Elephant 50
Kenzo Jungle Tigre 100
Kenzo Jungle Tigre 50
Kenzo Le Monde Est Beau 50
Kenzo L'eau par Kenzo 100
Lalique Flora Bella 50
Lanvin Oxygene 50
Mont Blanc Presence d'une Femme 10
Montana Just Me 30
Nina Ricci Belle de Minuit 50
Nina Ricci Cherry Fantasy 50
Orlane B21 100
Oscar de la Renta Intrusion 25
Pollena Eva Eva 30
Sarah Jessica Parker Lovely 30
Serge Lutens Ambre Sultan 50
Shiseido Feminite du Bois 50
Shiseido Zen 50
Thierry Mugler Angel Innocent 25
Vanderbilt Gloria Vanderbilt 30
Victor&Rolf Flowerbomb 50
Yohyi Yamamoto Yohyi Yamamoto 75
YSL Nu 50
YSL Opium Fleur de Shanghai 100

ku mojemu zdziwieniu flakonow wcale nie jest mniej, choc dam glowe, ze sporo sprzedalam i wieloma sie wymienilam. coz, ludzie uzaleznieni czesto sie ludza :)

24.05.2006

Scent Gloss - niegodny swego imienia

Zastanawia mnie, co skłania człowieka, który tworzy i wypuszcza na rynek takie arcydzieła jak trójka Scentów (klasyczny, Intense i Sheer) do wyprodukowania tego czegoś, czym jest Scent Gloss. Miałam próbkę tegoz i dzielnie postanowiłam ją zmóc. na raz się nie dało, dwa razy również okazały się niewystarczające, dziś był ten trzeci i postanowiłam skońćzyć z tym raz na zawsze - psików było koło 10, ale myślałam, że takie lekkie pachnidło krzywdy mi nie zrobi nawet w takiej ilości. No i myliłam się... najlepsze skojarzenia jakie miałam to te związane z jakimiś marnymi wodami z drogerii za 10 złotych - z tym że te potrafią przynajmniej pachnieć zdecydowanie, a to było nie dość że mdłe i nijakie, to jeszcze takie kompletnie pozbawione charakteru... i niepodobne do rodziny, kompletnie! czuję w tym tylko rozwodnioną, rozmydloną różę na różu, nic więcej! Paskudztwo niewypowiedziane, i tak psujące cały image Scentów, że autentycznie płakać się chce. A jednak ktoś to kupuje, i pewnie nawet komuś się podoba. Różowy kolor? Zerowa inwazyjność i nikłe odróżnianie się od tła? Tylko po co w takim razie w ogóle są perfumy?

19.05.2006

limitowanki Opium - Fleur de Shanghai i Fleur Imperiale

Oba bardzo do siebie zbliżone, oczywiście przypominają równiez klasyka. długo wahałam się, którą wersję kupić, zdecydowałam się na Shanghai i nie żałuję - jest bliższy oryginałowi, bardziej korzenny, wyrazistszy i bardziej esencjonalny niż Fleur Imperiale. niemniej uważam, że ten ostatni to doskonała propozycja na lato, zachowująca niesamowitą magnetyczność Opium, a jednocześnie bardziej niż FdS kwiatowa, miękka i świeża, może też odrobinę bardziej pudrowa. naprawdę może się podobać! trwałość obu - porównywalna, czyli bardzo dobra, mam je od rana na nadgarstkach w ilościach minimalnych (około 1 psik), przetrwały już prace kuchenne, ogrodowe, jak również zmianę ubrania - i nadal świetnie je wyczuwam, włącznie z niuansami.

26.04.2006

Allure Sensuelle Chanel

dziś zrobiłam trzecie podejście i utwierdzam się w przekonaniu, że wreszcie Chanel zrobił coś dla mnie - świetny, piękny, elegancki zapach, stonowany, nie za słodki, nie za ostry, powiedziałabym, że idealny prezent dla kogoś, kogo nie znamy (oczywiście umownie, bo wiadomo, że tak się nie powinno robić). lezy na mnie długo i spokojnie, delikatnie emanując i wibrując. wyczuwam go lekko,
leciusieńko, być może to kolejna argument za tym, że do siebie pasujemy. duża niespodzianka, tym milsza, że klasyka nie cierpię.